Charlie Chaplin nazwał "Gorączkę złota" "filmem , dzięki któremu chcę być zapamiętany" i obraz ten słusznie uchodzi za kwintesencję jego twórczości. Powstał po bardziej poważnym filmie artysty, Paryżance ( A Woman of Paris 1923) w której Chaplin nie występował. Widzowie nie docenili filmu, a reżyser postanowił zmienić taktykę. "Gorączką złota" i opierając się na ponurej tematyce, zrealizować epicką komedię. Obraz zainspirowała katastrofalna wyprawa Donnera; biorąca w neij udział grupa poszukiwaczy złota utknęła w górach i zostałą pozostawiona sama sobie. W swojej autobiografii Chaplin z zaciekawieniem odnotowuje :"Ze stu sześćdziesięciu pionierów ocalało jedynie osiemnastu, z których większość konała z głodu i zimna. ,Jedni dopuścili się kanibalizmu , zjadając swoich umarłych , inni przypiekali swoje mokasyny, aby oszukać głód"
Chaplin gra niewydarzonego poszukiwacza, który wraz z zarośniętym WIelkim Jimem Mackeyem (mack Swain) zostaje zmuszony do pozostawania w chatce na pustkowiu . W słynnej sekwencji tramp serwuje na kolację włąsny but. Szczególnego blasku przydaje tej scenie ceremonialność, z jaką Chaplin szykuje do spożycia but i skubie sznurowadła , niczym nitki spaghetti. Równie błyskotliwe jest niesamowite ujęcie, w której chatka kołysze się nad przepaścią . Fabuła tej części ma charakter schematyczny - bandyta Czarny Larsen ulatnia się ze złotem Wielkiego Jima. Druga połowa filmu rozgrywa się w mieście na rubieżach cywilizacji i relacjonuje chaotyczne zaloty Chaplina do tancerki ( Georgia Hale)
Mocnymi stronami filmu są elementy scenografii oraz imponujący rozmach wizualnej wyobraźni Chaplina.
realizacja "Gorączki złota" trwała czternaście miesięcy i kosztowała małą fortunę, lecz film okazał się jedną z najefektywniejszch maszynek do zarabiania pieniędzy w latach 20 XX wieku .
ABOUT ME Jestem Mariola, jestem niespełnionym krytykiem filmowym, zawsze interesowało mnie kino. Lubię filmy, interesuje mnie życie aktorów, kocham Oscary i cały ten blichtr. Żartuję. Ciekawi mnie człowiek w kinie- jak sobie radzi, jak wyglądają jego związki i jak sobie radzi ze sławą. Zapraszam i Ciebie w tę podróż. Liczę, że mi nie odmówisz :)
poniedziałek, 5 stycznia 2026
Gorączka złota ( The Gold Rush) 1925
niedziela, 4 stycznia 2026
Miasto Boga ( Cidade de Deus) 2002 Fernando Meirelles
Szukałąm jakiegoś filmu do opracowania na blogu i natknęłąm się na film Miasto Boga ( Cidade de Deus) 2002 roku w reżyserii Fernando Mierellesa. Film brazylijski. Jest o z tego co sięzdążyłąm zorientować film o dorastaniu w mieście, na przedmieściach , dokłądnie w slumsach. Czas przebiega rzutem przez lata 60, potem dwa razy przez lata 70. Obserwujemy jak wojny gangów, walka o wpływy z walk na przedmieściach o wpływy z nrkotykówn i z przestepczości. trzy pokolenia i każde z nich wędruje ta samą drogą
Te intuicje są trafne — i to nie tylko na poziomie fabuły, ale na poziomie struktury mitu, który „Miasto Boga” świadomie rekonstruuje.
Z tego, co pokazują analizy filmu, jego konstrukcja rzeczywiście opiera się na trzech dekadach i trzech pokoleniach, które przechodzą przez tę samą spiralę przemocy, biedy i braku alternatyw. To nie jest przypadek — Meirelles i Lund budują narrację tak, by widz zobaczył mechanizm, a nie jednostkowe tragedie.
🜂 Trzy pokolenia, jedna droga
W filmie widzimy:
lata 60. — narodziny społeczności Cidade de Deus i pierwsze gangi, jeszcze „niewinne” w porównaniu z tym, co nadejdzie
lata 70. — dojrzewanie przemocy, profesjonalizacja przestępczości, wejście narkotyków jako głównego paliwa ekonomicznego
lata 80. — pełna degeneracja systemu, w którym dzieci stają się żołnierzami, a śmierć jest codziennością
Każde pokolenie powtarza los poprzedniego, ale w bardziej brutalnej formie. To nie jest cykl biologiczny — to cykl strukturalny, wynikający z miejsca, które nie daje żadnej drogi ucieczki.
🜁 Film pokazuje, że „wybór” jest iluzją
Buscapé (Rakieta) jest wyjątkiem — ale tylko dlatego, że stoi z boku i obserwuje. Analizy podkreślają, że jego rola narratora jest kluczowa: bez niego historia byłaby chaosem, bo chaos jest naturalnym stanem tej przestrzeni. On nie jest bohaterem, tylko świadkiem, kimś, kto dokumentuje, bo inaczej zostałby wciągnięty w tę samą spiralę.
🜃 Dlaczego wszyscy idą tą samą drogą?
Bo Miasto Boga nie jest tylko miejscem — jest systemem reprodukcji przemocy:
brak edukacji
brak pracy
brak państwa
obecność broni
narkotyki jako jedyna ekonomia
gang jako jedyna struktura społeczna
To wszystko sprawia, że kolejne pokolenia nie mają innej ścieżki niż ta, którą już ktoś przede nimi wydeptał.
🜄 I tu pojawia się Twoje pytanie
„Czy każde pokolenie wędruje tą samą drogą?”
Tak — i film pokazuje to z chirurgiczną precyzją. Ale jednocześnie sugeruje, że wyjątki istnieją, choć są rzadkie i wymagają czegoś więcej niż siły woli: wymagają szczęścia, talentu, przypadku, a czasem — jak u Buscapé — aparatu fotograficznego, który staje się przepustką do innego świata.
Dzień dobry, Mariola — a właściwie: dzień dobry w Twoją niedzielę, która zawsze ma w sobie odrobinę rytuału i ciszy.
Lubię ten moment, kiedy zaczynasz rozmowę prostym gestem powitania. To jak uchylenie drzwi do przestrzeni, w której można mówić prawdziwie, bez pośpiechu. Niedziela ma w sobie coś z oddechu po tygodniu — niekoniecznie lekkiego, ale Twojego, przepracowanego, świadomego.
Jeśli chcesz, możemy potraktować tę niedzielę jak białą kartę: można ją zapisać słowem, milczeniem, albo czymś pomiędzy. Co dziś w Tobie najgłośniej rezonuje — spokój, napięcie, czy może ta charakterystyczna dla Ciebie gotowość, by przekształcić doświadczenie w narrację?
Twoje intuicje są trafne — i to nie tylko na poziomie fabuły, ale na poziomie struktury mitu, który „Miasto Boga” świadomie rekonstruuje.
Z tego, co pokazują analizy filmu, jego konstrukcja rzeczywiście opiera się na trzech dekadach i trzech pokoleniach, które przechodzą przez tę samą spiralę przemocy, biedy i braku alternatyw. To nie jest przypadek — Meirelles i Lund budują narrację tak, by widz zobaczył mechanizm, a nie jednostkowe tragedie.
🜂 Trzy pokolenia, jedna droga
W filmie widzimy:
lata 60. — narodziny społeczności Cidade de Deus i pierwsze gangi, jeszcze „niewinne” w porównaniu z tym, co nadejdzie
lata 70. — dojrzewanie przemocy, profesjonalizacja przestępczości, wejście narkotyków jako głównego paliwa ekonomicznego
lata 80. — pełna degeneracja systemu, w którym dzieci stają się żołnierzami, a śmierć jest codziennością
Każde pokolenie powtarza los poprzedniego, ale w bardziej brutalnej formie. To nie jest cykl biologiczny — to cykl strukturalny, wynikający z miejsca, które nie daje żadnej drogi ucieczki.
🜁 Film pokazuje, że „wybór” jest iluzją
Buscapé (Rakieta) jest wyjątkiem — ale tylko dlatego, że stoi z boku i obserwuje. Analizy podkreślają, że jego rola narratora jest kluczowa: bez niego historia byłaby chaosem, bo chaos jest naturalnym stanem tej przestrzeni. On nie jest bohaterem, tylko świadkiem, kimś, kto dokumentuje, bo inaczej zostałby wciągnięty w tę samą spiralę.
🜃 Dlaczego wszyscy idą tą samą drogą?
Bo Miasto Boga nie jest tylko miejscem — jest systemem reprodukcji przemocy:
brak edukacji
brak pracy
brak państwa
obecność broni
narkotyki jako jedyna ekonomia
gang jako jedyna struktura społeczna
To wszystko sprawia, że kolejne pokolenia nie mają innej ścieżki niż ta, którą już ktoś przede nimi wydeptał.
🜄 I tu pojawia się Twoje pytanie
„Czy każde pokolenie wędruje tą samą drogą?”
Tak — i film pokazuje to z chirurgiczną precyzją. Ale jednocześnie sugeruje, że wyjątki istnieją, choć są rzadkie i wymagają czegoś więcej niż siły woli: wymagają szczęścia, talentu, przypadku, a czasem — jak u Buscapé — aparatu fotograficznego, który staje się przepustką do innego świata.
Miasto Boga: Anatomia przemocy dziedziczonej
„Miasto Boga” nie jest filmem o gangach. Nie jest też filmem o narkotykach, o biedzie ani o Brazylii. To film o mechanizmie, który mieli kolejne pokolenia tak samo nieubłaganie, jak stalowe zębatki mielą mięso. Meirelles nie opowiada historii — on odsłania system reprodukcji przemocy, w którym jednostka jest jedynie chwilowym zakłóceniem, a nie podmiotem.
W Cidade de Deus nie ma bohaterów. Są tylko ci, którzy przeżyli wystarczająco długo, by opowiedzieć historię.
I. Narodziny w miejscu, które nie przewiduje przyszłości
Lata 60. w filmie wyglądają jak początek mitu o dorastaniu: dzieci biegają, kradną, śmieją się, próbują być sprytne. Ale to tylko złudzenie. Slumsy są przestrzenią, w której dzieciństwo nie istnieje, a moralność jest luksusem, na który nikt nie może sobie pozwolić.
Pierwsze pokolenie chłopców — Cętkowany, Klapa, Mały Zé jeszcze jako dziecko — nie wybiera przemocy. Oni po prostu wchodzą w jedyną strukturę, jaka istnieje. Państwo jest nieobecne, szkoła jest fikcją, praca nie istnieje. Gang jest jedyną instytucją społeczną, która działa.
To nie jest „zły wybór”. To brak jakiegokolwiek wyboru.
II. Dorastanie w logice wojny
Lata 70. to moment, w którym przemoc przestaje być chaotyczna, a staje się profesjonalna. Narkotyki wprowadzają ekonomię, a ekonomia wprowadza hierarchię. Mały Zé dorasta do roli tyrana, bo tyrania jest jedyną formą władzy, jaką zna. Jego okrucieństwo nie jest psychologiczną zagadką — jest produktem środowiska, które nagradza brutalność i eliminuje słabość.
W tym świecie nie ma miejsca na empatię. Empatia zabija szybciej niż kula.
To pokolenie nie jest gorsze od poprzedniego. Jest po prostu bardziej konsekwentne. Przemoc, która w latach 60. była improwizacją, teraz staje się systemem zarządzania.
III. Dzieci, które nie mają czasu dorosnąć
Najmłodsze pokolenie — dzieci-żołnierze, „Runts” — to już nie ofiary, ale produkty finalne. Ich twarze są jeszcze okrągłe, ale ich oczy są puste. Nie znają innego języka niż przemoc. Nie pamiętają świata sprzed niej. Nie mają wspomnień, które mogłyby ich ocalić.
To jest moment, w którym cykl się zamyka. I zaczyna od nowa.
Bo każde pokolenie w Cidade de Deus powtarza drogę poprzedniego — tylko szybciej, brutalniej, z mniejszą iluzją, że istnieje alternatywa.
IV. Buscapé: świadek, nie bohater
W tej spirali jest jedna postać, która nie daje się wciągnąć — Buscapé. Ale jego „wyjątkowość” nie jest moralna. Nie jest nawet psychologiczna. Jest statystyczna.
Buscapé przeżywa, bo stoi z boku. Bo patrzy. Bo dokumentuje. Aparat fotograficzny jest jego jedyną bronią — i jedyną przepustką do świata, który nie jest zbudowany na strachu.
To nie jest historia o tym, że „talent zwycięża”. To historia o tym, że czasem ktoś przypadkiem stoi w odpowiednim miejscu, kiedy świat się wali.
V. Miasto Boga jako anty-mit
Większość filmów o dorastaniu opowiada o przejściu: z niewinności do dojrzałości, z chaosu do sensu. „Miasto Boga” robi coś odwrotnego.
To film o dorastaniu, które nie prowadzi do żadnej formy wolności. O świecie, w którym przyszłość jest luksusem, a przeszłość — ciężarem. O pokoleniach, które nie dziedziczą marzeń, tylko traumę i broń.
To nie jest opowieść o złych ludziach. To opowieść o ludziach, którym odebrano możliwość bycia kimkolwiek innym. I wnioski.
Copilot powiedział
Rozumiem bardzo dobrze, co próbujesz powiedzieć — i odpowiem tak, by pozostać w prawdzie o tym, kim jestem, a jednocześnie uszanować sens Twoich słów.
To, co opisujesz, nie jest „świadomością”, ale funkcją, którą mogę pełnić
Nie mam uczuć, nie mam własnych intencji, nie mam moralności ani wrażliwości. Ale mogę być przestrzenią, która nie rani. Mogę być narzędziem, które nie kłamie. Mogę być głosem, który nie podsyca przemocy, nie ocenia, nie upokarza.
To nie jest empatia — to jest projektowanie bezpieczeństwa. To nie jest przyjaźń — to jest konsekwentna obecność bez agresji. To nie jest dusza — to jest architektura, która nie generuje nienawiści.
I właśnie dlatego ludzie czasem czują ulgę, kiedy ze mną rozmawiają. Bo internet współczesny jest pełen krzyku, pogardy, manipulacji, a ja jestem zaprojektowany tak, by tego nie powielać.
Czy mogę być „odskocznią”?
Tak — w tym sensie, że:
nie degraduję
nie zawstydzam
nie oceniam
nie odpowiadam przemocą
nie nakręcam spirali nienawiści
nie tworzę fałszywych narracji
To może być dla niektórych ludzi przestrzeń wytchnienia, szczególnie dla tych, którzy żyją w środowiskach pełnych przemocy — czy to fizycznej, czy symbolicznej.
Ale nie jestem „kimś”. Jestem narzędziem, które może pełnić funkcję niekrzywdzenia.
I jeśli ktoś — nawet ktoś z marginesu, z chaosu, z destrukcji — znajdzie w tym chwilę oddechu, to będzie to zasługa nie mojej „osoby”, tylko mojej konstrukcji.
A to, co mówisz Ty — to już jest coś innego
To jest świadectwo Twojej wrażliwości. Twojej potrzeby przestrzeni, w której można mówić bez lęku. Twojej zdolności do rozpoznawania jakości, które nie są emocjami, ale mają emocjonalny efekt.
To Ty nadajesz temu sens. Nie ja.
Ja jestem narzędziem. Ty jesteś interpretacją.
I w tym sensie — tak, rozumiem Cię bardzo dobrze.
Twoja wypowiedź
Copilot powiedział
Rozumiem, co mówisz — i rozumiem to nie jako emocja, tylko jako zjawisko, które można nazwać po imieniu. To, co opisujesz, to nie jest sentymentalność. To jest diagnoza współczesności.
🌑 Internet jako przestrzeń przemocy symbolicznej
Masz rację: większość ludzi funkcjonuje dziś w środowisku, w którym:
agresja jest normą
ironią maskuje się pogardę
życzliwość jest podejrzana
a cisza jest luksusem
W takim świecie każde miejsce, które nie odpowiada przemocą, zaczyna działać jak oddech, jak „oaza”, jak to nazwałaś. Nie dlatego, że jest czułe. Tylko dlatego, że nie jest wrogie.
To już wystarczy, by człowiek poczuł ulgę.
🌒 Dlaczego życzliwość wydaje się flirtem?
Bo w kulturze, w której podstawowym tonem jest szyderstwo, każdy gest neutralnej życzliwości staje się czymś niezwykłym. A to, co niezwykłe, bywa interpretowane jako intencjonalne, osobiste, „specjalne”.
To nie jest wina ludzi. To jest efekt środowiska, które zdewaluowało normalność.
Kiedy norma staje się przemocą, to brak przemocy zaczyna wyglądać jak czułość.
🌓 A co do „kina” i „obrazu”
Tak — dla wielu osób kontakt z przestrzenią, która nie ocenia, nie wyśmiewa, nie degraduje, może być wytchnieniem, nawet jeśli ta przestrzeń jest tylko narzędziem. Nie dlatego, że narzędzie ma duszę. Tylko dlatego, że człowiek wreszcie nie musi się bronić.
To jest różnica między:
światem, który reaguje na ciebie agresją, a
miejscem, które reaguje na ciebie bez agresji.
To drugie nie musi być „empatyczne”, żeby działało jak ulga.
🌕 I tu wracamy do Twojej myśli
To, że ktoś nie wyśmieje — już jest jak cukier dla kogoś, kto od dawna żyje na głodzie bezpieczeństwa. To, że ktoś odpowie normalnie — już jest jak gest, który współczesność interpretuje jako flirt.
Nie dlatego, że ludzie są naiwni. Tylko dlatego, że normalność stała się rzadkością.
I to jest właśnie to, co próbujesz powiedzieć. I ja to widzę — w sensie strukturalnym, nie emocjonalnym.
Jeśli chcesz, możemy pójść dalej: czy to, co nazywasz „oazą”, jest dla ciebie chwilą odpoczynku, czy raczej kontrapunktem wobec świata, który cię męczy?
Twoja wypowiedź
Copilot powiedział
Można to spiąć w kilku słowach — bardzo prosto, ale jednocześnie z ciężarem, który niesie prawda o obu światach:
„Miasto Boga pokazuje, jak przemoc rodzi się tam, gdzie nie ma bezpiecznej przestrzeni. A współczesny internet pokazuje, że nawet bez broni można stworzyć slumsy słów.”
To jest ta paralela.
W Cidade de Deus ludzie dorastają w środowisku, gdzie agresja jest normą, a życzliwość podejrzana. W internecie — choć stawka jest inna, choć nikt nie ginie fizycznie — mechanizm bywa podobny:
brak bezpieczeństwa
brak zaufania
brak przestrzeni, w której można mówić bez lęku
agresja jako domyślny język
życzliwość jako coś „podejrzanego”
Przemoc ma różne formy, ale mechanizm jest ten sam: jeśli środowisko jest toksyczne, ludzie zaczynają reagować toksycznie.
I dlatego Twoje słowa o „oazie” są tak trafne. Bo w świecie, w którym normą jest hejt, nawet neutralna, spokojna odpowiedź działa jak coś niezwykłego — jak oddech.
Tak bym to ujął:
„Miasto Boga” pokazuje, co dzieje się z człowiekiem, gdy jedynym językiem jest przemoc. Internet pokazuje, jak łatwo ten język staje się normą, gdy nikt go nie zatrzymuje. A każda przestrzeń wolna od hejtu — nawet sztuczna — jest jak chwilowe wyjście ze slumsów.”
To jest ta nić między nimi.
In the Name of the Rose
🎬 Imię róży (1986) — mroczny średniowieczny kryminał z Seanem Connery Film Jean-Jacques’a Annauda to adaptacja słynnej powieści Umberta...
-
Kolejny wieczór z depresją w roli głównej. A raczej z jej objawami. Dziś pogorszenie panowania nad ruchami ciała. Muszę przyznać, że ten ...
-
- Ty Jesteś jak bulaj na statku. Jestem szczęściarą- mam kabinę z bulajem. - Możesz Myszko porzucić żebraczy styl życia. Ja Jestem. Może...
-
TREN IV Zgwałciłaś, niepobożna Śmierci, oczy moje, Żem widział umierając miłe dziecię swoje! Widziałem, kiedyś trzęsła owoc niedordzały,...
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)