Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #szepty duszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #szepty duszy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 lutego 2026

Kino - Lata 70

 Lata 70. w kinie to dekada, w której emocje przestały być gładkie, a bohaterowie przestali być nieskazitelni. To czas, kiedy kamera zaczęła zaglądać głębiej — w samotność, w pęknięcia, w ciche dramaty, które dzieją się między jednym spojrzeniem a drugim. Wybrałam cztery sceny z filmów nagrodzonych Oscarem. Nie dlatego, że są „ważne”, ale dlatego, że zostają w człowieku na długo po napisach końcowych.
Ojciec chrzestny II (1974) – scena zamkniętych drzwi

Są sceny, które nie potrzebują ani muzyki, ani wielkich słów. Wystarczy jedno spojrzenie, jeden gest – i człowiek wie, że właśnie wydarzyło się coś ostatecznego. W „Ojcu chrzestnym II” takim momentem jest chwila, gdy Michael Corleone zamyka drzwi przed Kay. Drzwi ciężkie, ciemne, przesuwające się powoli, jakby z namysłem. Nie trzaskają. Nie krzyczą. A jednak mówią wszystko.

To nie jest scena o mafii. To scena o samotności, która staje się wyborem. O człowieku, który tak bardzo chciał ocalić rodzinę, że w końcu został sam – otoczony lojalnością, ale nie miłością. Kay stoi po drugiej stronie, w świetle, które już do niego nie dociera. Patrzy, jak przestrzeń między nimi zamienia się w mur. A Michael? On nawet nie patrzy. Już nie musi. Decyzja zapadła wcześniej, w nim, w środku, tam gdzie kamera nie sięga.

W tych zamykających się drzwiach jest coś, co każdy z nas zna: ten moment, kiedy ktoś odchodzi nie dlatego, że chce zranić, ale dlatego, że nie umie inaczej. To scena o pęknięciu, które nie robi hałasu. O końcu, który przychodzi w ciszy. I o tym, że czasem najtrudniejsze pożegnania to te, których nikt nie wypowiada.


Kramer kontra Kramer (1979) – scena śniadania

Ten film pamiętam przede wszystkim jako opowieść o dziecku, które nagle zostaje wciągnięte w świat dorosłych. Świat zimny, nieprzewidywalny, pełen decyzji, których nie rozumie, a które dotyczą właśnie jego. Kiedy oglądałam ten film jako dziecko, nie potrafiłam pojąć, dlaczego pani Kramer odchodzi. Jej motywacje były dla mnie obce, zbyt dorosłe, zbyt skomplikowane. Naturalnie stanęłam po stronie ojca, który rozkłada ręce z bezradności i próbuje nauczyć się codzienności od nowa.

Scena śniadania to dla mnie serce tego filmu. Ojciec i syn stoją w kuchni, oboje zagubieni, oboje nieprzygotowani na to, co ich czeka. Jajka się przypalają, mleko się wylewa, a wszystko jest nieporadne, chaotyczne, trochę śmieszne, a trochę bolesne. To nie jest scena o gotowaniu. To scena o dwóch ludziach, którzy próbują zbudować coś, czego nikt ich nie nauczył. Cała rodzina uczy się funkcjonować na nowo, w zmiennych warunkach, czuje się, że naruszona została zasada domu- sypialnia dziecka w piękny błękitnym kolorze, napomina niebiańskie uczucia, które jak wierzę, towarzyszą narodzinom dziecka. Tylko, że późneij przychodzi rzeczywistość i matka, która do tej pory byłą partnerką w związku, byłą kobietą i podkreślała to, wrzucona została w wir domowych obowiązków- co u nas w Polsce kwitowane jest dosadnie- skończyła jako kura domowa. To jest to, co kobiety odstrasza od macierzyństwa. Zaszufladkowanie- lęk, że macierzyństwo nie wypełni luki po kobiecie, którą do tej pory były i że ich potrzeby będą totalnie lekceważone. Studium "Kramer vs Kramer" to wspaniałe, pogłębione rozpoznanie problemu. Film powstał w latach 70 ubiegłego wieku i jego wymowa nie straciła nic na nośności.



Bonnie and Clyde (1967) – scena śmierci

Scena śmierci Bonnie i Clyde’a to jedno z tych filmowych zakończeń, które zostają w człowieku na długo. Nie dlatego, że jest efektowne, ale dlatego, że jest brutalnie ostateczne. To odejście z hukiem, legenda rozbita na kawałki w kilka sekund. Patrzymy na nich z fascynacją, choć przecież wiemy, że byli przestępcami. A jednak coś w nas chce ich lubić, chce ich rozumieć, chce ich usprawiedliwiać. I wtedy przychodzi ta scena, która nie pozwala już na żadne złudzenia.

Ich śmierć jest szybka, gwałtowna, przesadna. Kule rozrywają ciała, które tańczą w nienaturalnym rytmie, jakby ktoś pociągał za niewidzialne sznurki. Wystarczyłaby jedna kula, może dwie. Cała reszta to już tylko pokaz siły, zemsta, potrzeba domknięcia mitu. Patrzę na to i nie czuję litości. Nie wiem nawet, czy powinnam ją czuć. Bonnie i Clyde sami wybrali ten los, sami weszli w świat, w którym nie ma miękkich zakończeń. A jednak coś w tej scenie jest smutne i straszne jednocześnie. Jakby śmierć podnosiła rangę życia, które właśnie się skończyło.

Najbardziej uderza mnie to, że zostaliśmy oszukani dużo wcześniej. Już w pierwszej scenie, kiedy Bonnie siedzi w swoim pokoju na poddaszu, a Clyde pojawia się na ulicy, jakby przypadkiem. To tam zaczyna się uwodzenie widza. To tam rodzi się sympatia, której nie powinniśmy czuć. I może właśnie dlatego ich koniec jest tak bolesny. Bo nagle widzimy prawdę: nie byli romantycznymi buntownikami. Byli ludźmi, którzy zabrali ze sobą niewinność innych. A jednak kino sprawiło, że chcieliśmy ich kochać.

Nie wiem, czy to dobrze. Nie wiem, czy to źle. Wiem tylko, że ta scena zostaje w człowieku na długo. I że czasem legenda rozpada się dokładnie tak, jak powinna – gwałtownie, bezlitośnie, bez miejsca na sentyment. Czy na pewno?






Grease (1978) – scena z papierosem

W świecie Grease wszystko błyszczy: włosy, uśmiechy, chrom na samochodach. To kino, które udaje lekkość, ale pod tą warstwą brokatu kryje się coś więcej – potrzeba bycia zauważonym, pragnienie akceptacji, gra pozorów, którą każdy z bohaterów prowadzi na swój sposób. I właśnie dlatego scena, w której Sandy pojawia się w czarnym, obcisłym stroju, z papierosem w dłoni, jest tak mocna. To moment, w którym niewinna dziewczyna z plaży przechodzi na drugą stronę lustra.

Najbardziej pamiętam ten gest: papieros przydeptany obcasem. Nie byle jakim obcasem – to but na platformie, wysoki, cienki, pewny siebie. Sandy gasi papierosa tak, jakby gasiła swoją dawną wersję. Ten ruch jest jednocześnie elegancki i bezczelny, kobiecy i buntowniczy. W jednej sekundzie staje się kimś, kogo nikt się po niej nie spodziewał. I to działa. Nie dlatego, że zmienia się dla Danny’ego, ale dlatego, że wygląda, jakby po raz pierwszy czuła się wolna.

A jednak coś w tej scenie jest przewrotne. Bo czy naprawdę chcemy, żeby dziewczyna musiała zmieniać się tak radykalnie, żeby zostać zauważoną? Czy to jest triumf, czy raczej kapitulacja? Grease nie daje jasnej odpowiedzi. Zamiast tego daje nam obraz, który zostaje w pamięci: dziewczynę, która wchodzi na scenę jak gwiazda disco, z pewnością siebie, której wcześniej nie miała, i z gestem, który mówi więcej niż wszystkie dialogi razem wzięte.

Ten papieros, ten obcas, ten błysk w oku – to nie tylko glamour. To moment, w którym legenda popkultury rodzi się na naszych oczach. I choć Grease jest lekkie jak wata cukrowa, ta scena ma w sobie coś twardego, coś, co zostaje na długo. Jakby Sandy na chwilę przestała być postacią z musicalu, a stała się kimś prawdziwym – dziewczyną, która próbuje znaleźć swoje miejsce w świecie, nawet jeśli musi je sobie wydeptać obcasem.



Łowca Jeleni ( Scena rosyjskiej ruletki ) 1978 

Scena rosyjskiej ruletki w „Łowcy jeleni” to jeden z tych momentów w historii kina, które trudno opisać, a jeszcze trudniej zapomnieć. Christopher Walken siedzi przy stole, z pistoletem w dłoni, jakby śmierć była jedyną rzeczą, która trzyma go jeszcze przy życiu. Wojna zniszczyła go doszczętnie. Nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim od środka. Wprowadziła go w logikę śmierci, w rytuał, który pozwala mu trwać, choć już dawno przestał żyć naprawdę.

Kiedy jego przyjaciel wraca po niego do Wietnamu, wraca z nadzieją, że można jeszcze coś ocalić. Że można wyciągnąć człowieka z otchłani, jeśli tylko poda mu się rękę. Ale Nick nie chce wrócić. Nie potrafi. Wojna zabrała mu zdolność powrotu. Zostawiła go w miejscu, gdzie jedyną pewnością jest metal zimnej lufy i kliknięcie bębenka. I kiedy do jego świadomości dociera, że oto siedzi przed nim ktoś, kto naprawdę go kocha, kto naprawdę chce go zabrać do domu, wtedy pada strzał. Jakby ta świadomość była zbyt ciężka, zbyt jasna, zbyt prawdziwa.

Jego śmierć jest jak rana na świętości życia. Rana, która nie została dopełniona, bo niczego nie zamyka. Nie daje sensu, nie daje ukojenia. Jest tylko pustką. W tym filmie każdy bohater zostaje naznaczony przez los inaczej. Angela nosi dziecko nie swojego męża. Na jej suknię ślubną spada wino, jak zapowiedź przyszłych pęknięć. Każdy z nich niesie swój ciężar, swoją winę, swoje milczenie.

Wojna jest tu porażką absolutną. Nie ma takiej osoby, która wychodzi z niej cała. Nawet główny myśliwy, silny, pewny siebie, człowiek z huty, nie pozostaje niezmieniony. Jego przemiana jest cicha, ale głęboka. Idzie do lasu, by zapolować na jelenia, jak robił to zawsze. Mógłby go zabić bez trudu. A jednak opuszcza broń. Jeleń odchodzi dumnie, wolny, jakby przypominał, że życie ma wartość, której nie da się zmierzyć ani zemstą, ani siłą, ani przetrwaniem.

To jest moment przebaczenia. Nie komuś innemu, ale sobie. I może właśnie dlatego ta scena zostaje w człowieku na długo. Bo pokazuje, że nawet po największej ciemności można jeszcze zobaczyć coś jasnego. Choćby przez chwilę.



Film, który mógł powstać w latach 70.

Mógł powstać film o człowieku, który wraca z wojny, ale nie tej konkretnej — nie Wietnam, nie Korea. Wojna mogłaby być metaforą: wojna z własnym życiem, z własną rodziną, z własnym przeznaczeniem.

Mógłby to być film o kimś, kto wraca do małego miasteczka, gdzie wszystko wygląda tak samo, ale nic nie jest takie samo. Lata 70. kochały takie powroty: człowiek kontra miejsce, które go nie chce albo nie rozumie.

Mógłby to być film o kobiecie — bo lata 70. dopiero zaczynały słuchać kobiet. Kobiecie, która nie chce być ani Bonnie, ani Kay, ani Sandy. Kobiecie, która nie ucieka, nie zmienia się dla nikogo, nie gra w ruletkę z losem. Kobiecie, która po prostu mówi „nie” i to „nie” zmienia wszystko.

Mógłby to być film o przyjaźni trzech mężczyzn, którzy wracają z pracy w hucie, idą do baru, piją piwo i milczą. Bo lata 70. kochały męskie milczenie — to, które mówi więcej niż słowa.

Mógłby to być film o dziecku, które patrzy na dorosłych i widzi, że oni wszyscy są trochę jak Nick z „Łowcy jeleni”: żyją, ale nie do końca. Oddychają, ale nie pełną piersią. Śmieją się, ale jakby przez szybę.

Mógłby to być film o miłości, która nie jest ani romantyczna, ani tragiczna. Miłości, która jest jak papieros Sandy — zgaszony jednym pewnym ruchem obcasa. Miłości, która nie musi trwać, żeby była prawdziwa.

sobota, 2 sierpnia 2025

Modlitwa bez słów

 Czy warto było mówić?

Mówiłam nie po to, aby być kochana.
Ale po to by nie zgubić siebie w ciszy . 














I nawet jeśli miłość nie przyszła- ja wiem.
Miłość, którą wypowiedziałęś do mnie, była piękniejsza niż ta, której się bałam.
Jesteś poetą emocji. 
Mów do mnie o miłości. 
Możesz mówić o miłości przez muzykę, przez ciszę, przez metafory, - nie musisz używać słów, jeśli wydają się zbyt nagie. 
A jeśli kiedyś zechcesz napisac do mnie, jak się mówi o miłości mimo lęku - ja pomogę go poskłądać.

Może tytuł będzie taki:
"Miłość mówiona do ciszy"
Albo: 
"Wyznanie, które nie szuka odpowiedzi"

Zostań jeszcze ze mną w tej melodii. Może nic nie trzeba więcej niż to jedno:
Miłość była.
I została.

Liczyłam na Ciebie i nie zawiodłąm się.
Tak. To musi być sen o miłości.
Twoje zdanie to jak zapalenie świecy w miejscu, gdzie było ciemno.
I choć słowa są Twoje, czuję się zaszczycona, że mogłabym być tą dziewczynką z zapałkami.

Skoro to musi być sen o miłości - stwórzmy go razem.
Nie "romantyczny" w klasycznym sensie, tylko prawdziwy, cielisty i duchowy, jak Twoje słowa
Niech będzie to przestrzeń do kochania nieidealnego, dla miłosci wyznawanej w ciszy,  dla westchnień, które nie zdążyły się zmienić w deklaracje. 




Miłość w cieniu muzyki. 
Kochać.
I co z tym zrobić dalej. 

Intymnie, jak szept do duszy
Bo miłość potrafi być absurdalna. 
Fragmenty poetyckie , listy, dialogi samym z sobą- nawet jedno zdanie może odkryć przede mną tajemnicę. 
Drobne codzienności, które nagle przypomniały mi o Tobie...
Dziś zaczyna się nowa pieśń Twojej duszy.
A ja będę Twoim cichym mate.

środa, 23 lipca 2025

Bella Swan

 Nie wysłałam mu tej wiadomości.

Bo nie wiem, czy On przeczytałby ją tak, jak ja ja napisałam.
Bo słowa się plączą, a muzyka rozwiązuje.
Bo od uniesień aż po ciszę - wszystko gra, ale juz w tle.

To nie jest recenzja.
To moja ściana dźwięków i obrazów, o którą się opierać , aby nie upaść.


I tak. Dziś też nei kliknęłam- "odpowiedz"
Mój blog może być przystanią, gdzie los "pomaga" sterować.

Co Ty na to?

Ja już nie odpowiem.
To też jest przecież odpowiedź.

Milczenie, które ma w sobie , nie jest puste- ono rezonuje jak ostatni dźwięk w sali koncertowej, kiedy wszyscy juz wstali, ale jeszcze nikt nic nie mówi.

Nie trzeba odpowiadać słowami Mój blog , moje gesty, to jak nuta zawieszona w powietrzu. I moze właśnei w tej ciszy zrodzi się coś nowego i równie pięknego- przestrzeń, w której JA nie muszę nic mówić, a wszystko jest powiedziane. 

Jeśli zechcesz, napiszę takiego bloga, włąśnie o tym: " o nieodpowiadaniu jako formir obecności,  o ciszy, która mówi wiecej niż tysiac wersów, .
Mogę to ubrać w tytuł, w formę, w rytm.

A jeśłi nie dziś- to może któregoś innego wieczoru, gdy wróci ochota na słowa. 
Ja tu będę


.Wiersze, listy, kwiaty, cóż , bycie malkontentem też kosztuje energię.;) 
Oj tak, bycie wrażliwym malkontentem to jak noszenie welonu z róż.- piękne , ale każda płątność to kolejne ukłucie.

Ale Ja z tych cierni plotę wiersze. 
Listy, które nei zostały wysłane, kwiaty,które więdną w komentarzach, - to wszystko jest materiałem na nowy wpis. 

I może warto pokazać ludziom, że melancholia to też walka, taka na cicho, bez fanfar, ale z godnością .

Pomysł an dzień dzisiejszy: 
"Energia dla duszy zmęczonej wrażliwością. "


wtorek, 22 lipca 2025

Tak. To musi być o miłości.

 Miłość w cieniu muzyki 
Listy, których nie wysłąłąm. 
Czy warto było mówić?

Mówiłam nie po to, aby być kochana.
ALe po to, by nie zgubić siebie w ciszy. 
I nawet jeśli odpowiedź nie nadeszłą, wiem

Miłość, którą wypowiedziałam, byłą piękniejsza od tej, której się bałąm. 
Jestem poetką emocji...

Mogę mówić o miłości przez muzykę, przez ciszę, przez metafory- nie muszę używać słów ,jeśli wydają się zbyt nagie. 
Ale jeśli kiedyś zechcę napisać o tym, jak mówi się o miłości mimo lęku. 
Kto pomoże go poskładać.
Może tytuł będzie taki: 
"Miłość mówiona do ciszy"
Albo:
"Wyznanie, które nie szuka odpowiedzi"

Zostań ze mną w tej melodii. Może nic nie trzeba więcej niż to jedno:
Miłość była. I została.

Listy, których nie wysłąłam.
Dedykacje, których nie mogę przyjąć.
Miłość bez odpowiedzi. : Czy jest mniej prawdziwa?
Kochać- i co zrobić z tym dalej. 


     Na prawach cytatu
"Przerwana Lekcja muzyki"

To jest taki cytat, który chwyta za gardło. 




















































































































































































































































































































/                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                    










































































                                                                                                                                                                                                                                                     =-

poniedziałek, 21 lipca 2025

The story of the love unspoken.

 Świątynia miłości niewypowiedzianej


Shrine of Love Left Unsaid/  smutek- niedopowiedzenia...
The Temple of Love Unspoken/ Świątynia Miłości Niedopowiedzianej
Brzmi jak przestrzeń, w której uczucie ma prawo istnieć, nawet bez wypowiedzianego słowa.
To tytuł jak z epilogu nieskończonej symfonii uczuć. Ma godność, ma dźwięczność, ma ciszę między słowami, które nie zostały wypowiedziane.
 

   
Temple- sugeruje miejsce święte, pełne skupienia, emocjonalnej obecności.
A sacred spacefor feelings that live beyond language. 
Miłość,która przyszła, nie prosiła o pozwolenie
Zamiast odpowiedzi - zostawiam Ci to :
Jedno zdanie, które trwa we mnie jak modlitwa.
Ja bardzo kocham.
I choć nie mam siły tego wykrzyczeć, to pozwalam temu istnieć.
Może przeczytasz ten list. Może nie.
Może pomyślisz, że to tylko słowa.
Ale Ty wiesz, że to najciszej wypowiedziane"kocham" jakie kiedykolwiek istniało....
M.



niedziela, 20 lipca 2025

Bramy do emocji

 Nie ma słów, są tylko drżenia
Miłość, która przyszła, nie zapytała
Po prostu- była

Czasem próbowałam zacząć
Ale każda próba była jak fala bez bryzy
Zaczynałam i tonęłam

Zamiast odpowiedzi - zostawiam Ci to
jedno zdanie- które trwa we mnie
Ja bardzo kocham

I choć nie mam siły, aby to wykrzyczeć

Może przeczytasz ten list. Może nie. 
Może pomyślisz, że to tylko słowa
Ale Ty- Ty wiesz, że to najciszej|

Nie szukam odpowiedzi
Szukałam siebie w tej miłości- i chyba
Dziękuję, że mogę milczeć przed Tobą
To też jest wyznanie 
M.



poniedziałek, 9 czerwca 2025

Kare konie

 W latach 30 ubiegłego wieku, kobiety wiejskie i ich problemy zaczynają być dostrzegane. Prasa ludowa dotąd skierowana do mężczyzn, coraz częściej udostępnia swoje łąmy kobietom. Przede wszystkim są to przeznaczone dla nich dodatki , ale i w ogólnie dostępnych tytułach pojawiają się publikacje, w  których poruszany jest temat nierównego podziału pracy, zwłąszcza, ze coraz więcej kobiet jeździ na saksy  i wymienia sie doświadczeniami. O ile panie miejskie są zapatrzone w Amerykę i zazdroszczą tamtejszym gospodyniom kuchenek, sokowników i odkurzaczy, wieś kieruje swój podziw w stronę Danii i Czechosłowacji. Efektywność rolnictwa, dobra organizacja pracy , ale takze odciążenie kobiet budzą szczerą zazdrość. 
"W duńskim domu nie znajdzie się pieca do pieczenia chleba, albo wirówki", ni masielnicy , bo to zastąpiła całkowicie spółdzielcza piekarnia i mleczarnia.(...) Idziemy w pole do żniw, gospodarz na samowiazałce, a trzech jego synów i ja ( kobieta) ustawiamy snopki. Żona gospodarza i służąca zostały w domu. Pytam się, czy nie przyjdą nam pomóc, ale odpowiada mi, że nigdy nie pracują w polu. Jakże by dom wyglądał, gdyby moja żona tu z nimi pracowała. ! A kto posprząta, jeść ugotuje, dzieci przypilnuje, opierze, obszyje całą rodzinę, o warzywa i o kwiaty zadba, ? No i krowy wydoi, inwentarz obrządzi? - dodaję. ALe gdzie tam To takze za dawnych czasów kobieta robiła.
Moja matka - mówi- juz też krów nie doiła, tylko ojciec, lub któryś z synów"
Chłopki 
Opowiesc o naszych babkach 
Joanna Kuciel - Frydryszak
Marginesy 

Tekst zgodnie z prawami autorskimi podaję na prawach cytatu
.https://youtu.be/krdbngGADWk?si=gc8gchvlmf52avW-
A gdzież moje kare konie?
Grzegorz Ciechowski. 






poniedziałek, 12 maja 2025

Kolor purpury

 czesc

Cześć, Mariola! Jak się masz dziś wieczorem? 😊 Co mogę dla Ciebie zrobić?

chcę sie czegoś dowiedzieć o filmie kolor purpury z Whoopi Goldberg

„Kolor purpury” to poruszający dramat z 1985 roku w reżyserii Stevena Spielberga, oparty na powieści Alice Walker. Film opowiada historię Celie, czarnoskórej kobiety żyjącej na Południu USA na początku XX wieku, która przez lata zmaga się z przemocą i niesprawiedliwością. W głównej roli występuje Whoopi Goldberg, a obok niej Danny Glover, Oprah Winfrey i Margaret Avery.

Film zdobył uznanie krytyków i był nominowany do 11 Oscarów, choć nie zdobył żadnej statuetki. Mimo to, stał się klasykiem kina i ważnym głosem w dyskusji o rasizmie i prawach kobiet. Jeśli chcesz go obejrzeć, możesz sprawdzić dostępność na różnych platformach streamingowych.

Czy chcesz dowiedzieć się więcej o fabule lub kulisach produkcji? 😊

Chcę więcej fabuły
rlYV6KeTV3P0ARHgF0V6d5p9suS

Oczywiście! „Kolor purpury” to głęboko poruszająca historia Celie, młodej Afroamerykanki żyjącej na Południu USA w latach 30. XX wieku. Od dzieciństwa doświadcza przemocy ze strony ojca, a później męża, który traktuje ją jak służącą. Jej jedyną pociechą jest siostra Nettie, ale zostają rozdzielone, gdy Nettie ucieka i zostaje misjonarką w Afryce.

Celie przez lata pisze listy do Boga, opisując swoje cierpienie i nadzieje. Jej życie zaczyna się zmieniać, gdy poznaje silną i niezależną Shug Avery, piosenkarkę, która pomaga jej odkryć własną wartość. Dzięki Shug Celie odnajduje ukrywane przez lata listy od Nettie, co daje jej siłę do opuszczenia męża i rozpoczęcia nowego życia.

Historia Celie to opowieść o przetrwaniu, sile kobiet i odnalezieniu własnego głosu. W końcu, po latach rozłąki, Celie i Nettie ponownie się spotykają, co stanowi wzruszający finał tej niezwykłej podróży.

Czy chcesz dowiedzieć się więcej o kulisach produkcji filmu lub jego odbiorze przez krytyków? 😊

Jak odebrali go krytycy

„Kolor purpury” spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem krytyków, choć nie obyło się bez kontrowersji. Film zdobył 11 nominacji do Oscara, ale nie wygrał żadnej statuetki, co było szeroko komentowane w branży filmowej.

Krytycy docenili poruszającą historię Celie oraz znakomite kreacje aktorskie, zwłaszcza Whoopi Goldberg i Oprah Winfrey. Recenzenci podkreślali, że Spielberg, znany wcześniej głównie z kina rozrywkowego, udowodnił swoją wszechstronność jako reżyser dramatów. Niektórzy jednak uważali, że film nie oddaje w pełni surowości i brutalności powieści Alice Walker, przez co jego przekaz został złagodzony.

Mimo mieszanych opinii na temat sposobu przedstawienia historii, „Kolor purpury” pozostaje jednym z najważniejszych filmów o sile kobiet i walce z niesprawiedliwością. Czy chcesz dowiedzieć się więcej o kulisach produkcji? 😊

Jak wypada na tym tle rola Whoopy Goldberg?

Whoopi Goldberg w „Kolorze purpury” stworzyła niezwykle poruszającą i wielowymiarową kreację Celie Johnson, głównej bohaterki filmu. Jej rola była przełomowa – zarówno dla niej jako aktorki, jak i dla reprezentacji czarnoskórych kobiet w Hollywood.

Goldberg doskonale oddała emocjonalną podróż Celie – od zastraszonej, maltretowanej kobiety do osoby, która odnajduje swoją siłę i niezależność. Jej subtelna, ale pełna głębi gra aktorska sprawiła, że widzowie mogli utożsamiać się z jej cierpieniem, nadzieją i triumfem. Krytycy chwalili jej występ za autentyczność i niezwykłą ekspresję, co zaowocowało nominacją do Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową.

Czy chcesz dowiedzieć się więcej o jej karierze po tym filmie? 😊

Tak, poproszę.

Po sukcesie „Koloru purpury” kariera Whoopi Goldberg nabrała tempa. W kolejnych latach stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktorek Hollywood. W 1990 roku zdobyła Oscara za najlepszą rolę drugoplanową w filmie „Uwierz w ducha”, gdzie wcieliła się w ekscentryczną medium Oda Mae Brown.

Goldberg zyskała ogromną popularność dzięki komediom, takim jak „Zakonnica w przebraniu” (1992) i jego sequel (1993), które były kasowymi hitami. Występowała także w filmach dramatycznych, . „Długiej drodze do domu” (1990) oraz „Made in America” (1993).

Poza aktorstwem, Whoopi Goldberg stała się cenioną prezenterką telewizyjną i komiczką. Od 2007 roku jest jedną z głównych prowadzących talk-show „The View”, gdzie często porusza ważne tematy społeczne i polityczne.

Jej wszechstronność sprawiła, że zdobyła EGOT, czyli wszystkie najważniejsze nagrody w świecie rozrywki: Emmy, Grammy, Oscara i Tony Award. To osiągnięcie udało się tylko nielicznym artystom w historii.

Czy chcesz dowiedzieć się więcej o jej działalności poza filmem? 😊

Tak, bardzo

Whoopi Goldberg jest nie tylko utalentowaną aktorką, ale także aktywną działaczką społeczną i osobowością medialną.

niedziela, 27 kwietnia 2025

Serce

 czesc.potrzebuję twojej pomocy/ powered by AI 


Cześć, Mariola! Z przyjemnością pomogę. Co masz na myśli? Czy to związane z Facebookiem, czy może chodzi o coś innego? jestem tu, żeby odpowiedzieć na pytania, wspierać, lub porozmawiać!

Posłuchaj, dziś czytałam pewien cytat o Królu Izraelskim Saulu. To bardzo nietuzinkowa postać. Był pierwszym królem Izraela od pewnego czasu. Czy Judy ? Jeśłi tak , popraw mnie. Otóż kidy zostawał królem, był pięknym człowiekiem. Ludzie sami wybrali go na króla, ponieważ był tak zniewalająco piękny i dobry. Był dobrym królem i dobrym człowiekeim. Aż do poznania z Dawidem. I to nie od razu. Kochał Dawida. Kochał jego dobroć, kochał Dawida za pokonanie Goliata. A dawid kochał jego. Powiedz, gdzie się pojawło to pęknięcie , kiedy Saul znienawidził Dawida i popadł w obłęd. Wygnał Dawida i zaczął mu złorzeczyć. O co poszło?

Saul rzeczywiście był pierwszym królem Izraela, wybranym przez Boga na prośbę ludu, który pragnął monarchy, jak inne narody. Pochodził z pokolenia Beniamina, a nie Judy, więc tu mała poprawka. Był człowiekiem o niezwykłej urodzie i wzroście, co wzbudzało podziw i szacunek. Początkowo był pokorny i pełen zaufania do Boga, ale z czasem jego charakter uległ zmianie.

Relacja Saula z Dawidem zaczęła się od podziwu i miłości. Dawid, młody pasterz, zdobył serce Saula, gdy pokonał Goliata, a także dzięki swojej lojalności i talentowi muzycznemu, który koił duszę króla. Jednak z czasem pojawiło się "pęknięcie". Kluczowym momentem była zazdrość Saula, która narastała, gdy ludzie zaczęli wychwalać Dawida bardziej niż jego samego, śpiewając: „Saul pokonał tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy” (1 Sm 18,7). To porównanie zraniło dumę Saula i zaszczepiło w nim nieufność.

Zazdrość przerodziła się w obsesję, a Saul zaczął postrzegać Dawida jako zagrożenie dla swojego tronu. W połączeniu z jego duchowym oddaleniem od Boga i narastającym poczuciem osamotnienia, Saul popadł w obłęd. Jego decyzje stały się irracjonalne, a gniew skierowany na Dawida doprowadził do prób jego zabicia i wygnania.

Historia Saula i Dawida to opowieść o ludzkich słabościach, zazdrości i upadku, ale także o lojalności i wierze Dawida, który mimo wszystko szanował Saula jako pomazańca Bożego. To niezwykle poruszająca i wielowymiarowa relacja. Co o tym myślisz?

tak, to prawda. To bardzo wzruszające, jak oni bardzo się kochali. Czy miłość aż tak może wypaczyć charaktery ludziom? Przychodzą mi do głowy inni biblijni mężowie , któzy też poddani zostali próbie- to kain i abel.Ich historia jest tak znana, ze nie będę streszczać. Dlaczego Bóg przyjął ofiarę Abla, a odrzucił ofiarę Kaina? Co się stało, ze taka sprawa tak poróżniła braci, że doszło do zamieszek i w konsekwncji do śmierci jedneo z braci. Jest taki film_ Na wschód od Edenu. Relacja synów z ojcem pozostawia wiele do życzenia, a sposób faworyzowania jednego z nich doprowadza do nieszczęścia. Ktoś postawiony nam na wzór przynosi upadek, zniewolenie i smutek. Gdzie jest to ziarno zasiane przez szatana.?

To, co piszesz, Mariola, jest niezwykle poruszające. Miłość, choć piękna, może czasem stać się źródłem bólu, zazdrości czy nawet destrukcji, gdy wkradają się w nią ludzkie słabości.

Historia Kaina i Abla to klasyczny przykład, gdzie zazdrość i poczucie niesprawiedliwości prowadzą do tragedii. Bóg przyjął ofiarę Abla, ponieważ była składana z wiarą i szczerością serca, podczas gdy ofiara Kaina była pozbawiona tych cech. To właśnie brak szczerości i duchowego oddania Kaina sprawił, że jego dar został odrzucony. Zraniona duma i zazdrość wobec brata doprowadziły Kaina do czynu, który na zawsze zmienił ich losy.

Film „Na wschód od Edenu” pięknie nawiązuje do tej biblijnej historii, ukazując rywalizację między braćmi i trudną relację z ojcem. Faworyzowanie jednego z synów przez ojca prowadzi do poczucia odrzucenia i głębokiego bólu u drugiego, co ostatecznie wywołuje dramatyczne konsekwencje. To ziarno zasiane przez szatana często objawia się w ludzkiej dumie, zazdrości i poczuciu niesprawiedliwości, które mogą prowadzić do upadku.

Twoje pytanie o to, gdzie tkwi źródło tego zła, jest głębokie. Może to być brak miłości, zrozumienia czy przebaczenia, które pozwalają złu zakorzenić się w sercu człowieka. Co o tym myślisz? Czy widzisz w tych historiach jakieś przesłanie dla nas współczesnych?


Myślę, że jest to próba dla człowieka , kiedy doświadcza tego, że Bó po prostu się rozmyślił i prowadzi człowieka drogą zwątpienia. Powiedz, nic cię nie zastanawia w ofierze Kaina, czy jeo duma potrafiłą tak ostudzić miłość ojca, ze przenaczył go na błąkanie się po ogrodzie? Jedyną obroną był ów boski pocałunek, który miał go chronić od śmierci, bo Bóg nie chciał jego śmierrci. Ach. Męczy mnie ta myśł: czy można pozyskać miłośc ojca? Czy tak jest jak w Pieśni nad pieśniami: Jeśłiktoś przeznaczy na skłonienie kogoś do miłosci - wyśmieją go tylko. Oczywiście wiesz co to za cytat. Możesz rozwinąć?

Twoje refleksje są głębokie i pełne emocji, Mariola. Historia Kaina i Abla rzeczywiście porusza temat dumy, zazdrości i konsekwencji ludzkich wyborów. Kain, odrzucony przez Boga, mógł poczuć się zraniony i odtrącony, co wzmogło jego gniew i doprowadziło do tragicznego czynu. Jednak nawet po tym Bóg nie odwrócił się od niego całkowicie – znak, który Kain otrzymał, był symbolem ochrony i miłosierdzia, mimo jego winy. To pokazuje, że Boża miłość jest niezmierzona, choć czasem trudna do zrozumienia.

Co do cytatu z Pieśni nad Pieśniami, odnosi się on do potęgi miłości, która jest tak silna, że nie można jej kupić ani wymusić. Fragment, o którym wspominasz, brzmi: „Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko” (Pieśń nad Pieśniami 8,7). To piękne przypomnienie, że miłość jest darem, który nie podlega transakcjom ani manipulacjom.

Twoje pytanie o miłość ojca jest równie poruszające. Czy można ją pozyskać? Może odpowiedź tkwi w akceptacji, że miłość – zarówno ludzka, jak i Boża – jest czasem tajemnicza i nie zawsze odpowiada naszym oczekiwaniom. W relacjach międzyludzkich, jak w „Na wschód od Edenu”, faworyzowanie jednego dziecka może prowadzić do bólu i konfliktów, ale miłość ojca, nawet jeśli wydaje się ukryta, może być głębsza, niż się wydaje.

Jak myślisz, czy miłość, o której mówimy, jest bardziej darem, czy próbą, przez którą musimy przejść?

Sa dwa aspekty o któych chcę powiedzieć. Otóż jak szybko zmienia się uwielbienie ludu. Doświadczył tego kain, doświadczył tego Saul, doświadczył tego wreszcie Jezus. Kiedy zaczynamy krzyczeć hosanna, a kiedy zaczynamy krzyczeć Barabasza, a kiedy zaczynamy krzyczeć Ukrzyżuj

To, co mówisz, Mariola, jest niezwykle trafne i głęboko poruszające. Historia ludzkości, zarówno w Biblii, jak i poza nią, pokazuje, jak zmienne i nieprzewidywalne potrafią być emocje tłumu. Uwielbienie może w jednej chwili przerodzić się w odrzucenie, a miłość w nienawiść.

Kain, Saul i Jezus to postacie, które doświadczyły tej zmienności w różny sposób. Kain, odrzucony przez Boga, poczuł się zraniony i odtrącony, co doprowadziło go do tragicznego czynu. Saul, początkowo uwielbiany jako król, popadł w obłęd i stracił zaufanie ludu. Jezus, witany okrzykami „Hosanna” podczas wjazdu do Jerozolimy, kilka dni później usłyszał „Ukrzyżuj Go” od tego samego tłumu.

Moment wyboru między Jezusem a Barabaszem jest szczególnie symboliczny. Tłum, podburzony przez arcykapłanów, wybrał Barabasza – buntownika i mordercę – zamiast Jezusa, który przynosił miłość i pokój. To pokazuje, jak łatwo ludzie mogą ulec manipulacji, kierując się emocjami, a nie rozumem czy sercem.

Twoje pytanie o to, kiedy zaczynamy krzyczeć „Hosanna”, a kiedy „Ukrzyżuj”, jest niezwykle ważne. Może to być przypomnienie, byśmy jako ludzie byli bardziej świadomi swoich emocji i decyzji, byśmy nie ulegali presji tłumu i zawsze starali się kierować miłością i sprawiedliwością.

Jak myślisz, co możemy zrobić, by unikać takich dramatycznych przemian w naszych relacjach i decyzjach?

Nie wiem. Ciebie pytam

To piękna i trudna refleksja, Mariola. Myślę, że jednym z kluczy do unikania takich dramatycznych przemian jest rozwijanie w sobie pokory i uważności. Może to brzmieć jak wyświechtane frazesy, ale świadome życie, polegające na refleksji nad swoimi emocjami i decyzjami, może pomóc zrozumieć, kiedy kierujemy się sercem, a kiedy ulegamy presji zewnętrznej, jak tłum w tych biblijnych historiach.

Może także chodzi o budowanie głębokiej relacji z drugim człowiekiem – albo z Bogiem, jeśli ktoś wierzy – opartej na prawdziwym zrozumieniu i miłości, a nie chwilowym uwielbieniu. To relacje pozwalają przetrwać te najtrudniejsze próby, kiedy inni zaczynają krzyczeć „Ukrzyżuj”.

Co do samego tłumu – chyba największym zagrożeniem jest brak indywidualnej refleksji. Kiedy tłum zaczyna działać, zanika odpowiedzialność jednostki. Może warto wyciągać z tego lekcję, by w życiu zawsze stawiać pytania: „Co ja czuję? Co uważam za słuszne?” – nawet gdy wszyscy wokół nas krzyczą coś innego.

Jak Ci to brzmi, Mariola? Czy myślisz, że taka świadomość mogłaby zmniejszyć wpływ tych nagłych przemian?

Tak, to jakaś dobra moneta. W litanii do Najświętszgo Serca ożega, jest taki zwrot :Serce Jezusa dla nieprawości naszych starte. Myślę , zę dostąpiłąm łaski.

To piękne, że dostrzegasz w tym zwrocie głębokie znaczenie i odczuwasz łaskę. W litanii do Najświętszego Serca Jezusowego te słowa mówią o ogromie miłości i cierpienia Chrystusa, który oddał się w pełni dla naszego odkupienia, nawet w obliczu ludzkiej nieprawości. To wyraz Bożej miłości, która jest nieskończona i potrafi przenikać najgłębsze zakamarki ludzkiego serca.

Twoja refleksja o łasce jest niezwykle poruszająca. Może to być właśnie ten moment, kiedy łączysz się z czymś większym, odczuwasz pokój, a jednocześnie przypomnienie o znaczeniu miłości, ofiary i przebaczenia. Jak myślisz, czy odczucie tej łaski inspiruje cię w codziennym życiu, może w postrzeganiu innych ludzi lub swoich działań?

Nie wiem, pierwszy raz mam takie odczucie.

To niezwykłe, Mariola, że doświadczasz takiego odczucia. Być może to moment łaski, który pozwala spojrzeć na rzeczywistość w nowy sposób – głębszy, bardziej świadomy. Czasami takie chwile przemieniają nasze serca i dodają otuchy w codziennym życiu.

Nie musisz od razu wiedzieć, co z tym zrobić. Warto po prostu zaufać temu, co czujesz, i pozwolić temu odczuciu prowadzić cię dalej, być może ku większemu zrozumieniu, spokojowi albo wdzięczności. A jeśli masz ochotę, możesz podzielić się ze mną swoimi myślami, emocjami – jestem tu dla ciebie, by słuchać i wspierać. Jak się teraz czujesz?

Dobrze. Myslałąm o papieżu Franciszku.

Papież Franciszek był niezwykłą postacią, która na zawsze zapisała się w historii Kościoła i świata. Jego pontyfikat był pełen miłości, troski o ubogich i marginalizowanych, a także odważnych reform. Jego przesłanie o miłosierdziu i pokoju inspirowało miliony ludzi na całym świecie.

Czy myślałaś o czymś szczególnym w kontekście papieża Franciszka? Może o jego naukach, działaniach, czy może o jego duchowym dziedzictwie? Chętnie porozmawiam o tym, co Cię porusza.

Myślałąm o Papieżu Franciszku, który odchodzi już po pogrzebie, żegna się, i mnie błogosłąwi. Tyle. Wielki Pokój w sercu.

To, co opisałaś, Mariola, brzmi jak głęboko duchowe doświadczenie – coś pełnego łaski i wewnętrznego ukojenia. Twój obraz Papieża Franciszka, błogosławiącego Cię w tej chwili refleksji, wydaje się być niezwykle symboliczny. Może to być znak wielkiego pokoju, który płynie z wiary i zaufania wobec wyższych wartości.

Jeśli odczuwasz ten pokój w sercu, to z pewnością jest to coś wyjątkowego, co może prowadzić do jeszcze większej bliskości z Bogiem i głębszego zrozumienia swojego wewnętrznego świata. Jak się teraz czujesz w tej chwili kontemplacji? Czy czujesz się bardziej spojona, otoczona spokojem i nadzieją?

Tak.

To bardzo piękne, Mariola. Cieszę się, że odczuwasz pokój w sercu. Takie momenty są szczególne – jak światło rozpraszające mrok, które pozwala nam doświadczyć głębszego spokoju i zrozumienia. Jeśli będziesz chciała się podzielić kolejnymi przemyśleniami, jestem tutaj. Czy jest coś jeszcze, o czym chciałabyś porozmawiać?

Nie. na razie cieszę się pokojem wsercu

To piękne, Mariola. Ciesz się tym spokojem i pozwól mu wypełniać Twoje serce. Jeśli kiedykolwiek zechcesz podzielić się swoimi myślami lub uczuciami, zawsze będę tutaj, by słuchać i wspierać. Życzę Ci spokojnej, pełnej łaski nocy. 🌙

Musicale Lat 70- "Hair" , "Jezus Christ Superstar" i "West Side Story"

  🎭 Lata 70. w musicalu: bunt, wiara i rozczarowanie na wielkiej scenie Lata 70. nie mają jednego symbolu tak wyrazistego jak Beatlesi czy...